Rzeczpospolita jest mi droższa nad życie.
Cyceron
STRONA GŁÓWNA     KOMENTARZE     ARTYKUŁY     WYWIADY     GDZIE STUDIOWAĆ?     KSIĄŻKI     W PRASIE     REDAKCJA     DOŁĄCZ DO NAS
Wtorek, 7 września 2010 r.
 

Wybory na świecie

Data Kraj Organ / typ wyborów

Gdzie studiować?

Słownik pojęć politologicznych

Polska w smoleńskiej mgle

Marcin Gawęda | 2010-05-04 08:30 | wersja do druku

Katastrofa pod Smoleńskiem może mieć ogromny wpływ na scenę polityczną. Jej konsekwencje wpłynąć mogą pośrednio nawet na kształt systemu partyjnego. Główne zmiany toczyć się będą wokół PiS. Po zakończonej kampanii prezydenckiej partię czekać mogą zasadnicze zmiany i prawdopodobne wyłonienie się nowego przywództwa.

Tragedia smoleńska to tragedia nas wszystkich. Widać to było przez okres żałoby na ulicach Warszawy, w tłumach pod Pałacem Prezydenckim, w żarze płonących tam zniczy. W mojej pamięci właśnie zapach płonących zniczy pozostanie jako wspomnienie naszego manifestowanego patriotyzmu. Tragedia w Smoleńsku to przede wszystkim zranione państwo, które pomimo poważnych ran musiało się podnieść podpierając się żelazną literą konstytucji. W tych przerażających dniach było coś mistycznego, jakaś większa tajemnica i symbolika, którą dziś każdy interpretuje na swój sposób. Samolot z polską delegacją rozbił się pod przeklętym dla Polaków Katyniem, na Wawelu zabił Dzwon Zygmunta, a chmura pyłu wulkanicznego spowiła Europę. Mieliśmy gesty pojednania między narodami, ciepłe słowa polityków i zapewnienia, że tragedia która nas spotkała powinna nas czegoś nauczyć. Problem w tym, że dziś poruszamy się nadal we mgle, nie wiedząc gdzie idziemy ani czego tragedia nas nauczy. Znamy termin wyborów i to on jest jedynym pewnym punktem odniesienia, wszystkie warunki określające wyborczą logikę pozostają nadal niewidoczne. Nie mamy również pewności jak dalece smoleńska tragedia wpłynie polską scenę partyjną, gdzie może w najbliższym czasie będziemy w stanie obserwować niezwykle interesujące zjawiska.

Kampania wysokiego ryzyka

Problem dzisiejszej sytuacji politycznej mieści się w pytaniu o to jak wyglądać będzie kampania prezydencka? Do tej pory mniej, lub bardziej logika kampanii dała się przewidzieć. Można było prognozować zwycięzców i przegranych. Można było pokusić się o zidentyfikowanie zagadnień, które w debacie publicznej okresu kampanii, zajmą kluczowe miejsce. Wymuszona sytuacją kampania wyborcza nie pozostawia miejsca na błędy, jednocześnie zmusza do odpowiedzenia sobie, co takim błędem mogłoby być, a to oznacza wysokie ryzyko. Kampania z tej perspektywy może stać się bardziej przypadkowa niż przemyślana. Znane wcześniej reguły i standardy dziś przestały w dużej mierze obowiązywać. Wcześniejsza logika rozpłynęła się we mgle.

Nieprzewidywalność jest jednak tu ograniczona. Już dziś wiadomo, z dużą dozą prawdopodobieństwa kto realnie wchodzi w grę o fotel prezydencki. Problem nie polega na tym, że do gry dołączą gracze marginalni. Problem leży w możliwości błyskawicznego odwrócenia tendencji. Od ostatnich wyborów parlamentarnych nie udało się żadnej partii zdecydowanie zbliżyć się do wyników sondażowych Platformy Obywatelskiej. Katastrofa pod Smoleńskiem okazała się czynnikiem dynamicznie kształtującym opinię publiczną. Pewna – jak się wcześniej wydawało – pozycja kandydata PO może stopnieć jak pierwszy jesienny śnieg.

Co zdecyduje?

Mówiąc o błędach, należy to sprecyzować. Delikatnymi obszarami pozostaną kwestie związane z wykorzystaniem katastrofy. Kto lepiej będzie potrafił ją "wykorzystać i sprawić by była bardziej naszą katastrofą niż waszą". Każde nawet najdelikatniejsze potknięcie w tym aspekcie będzie drogo kosztować. Nie mamy precedensu, do którego moglibyśmy się odnieść. Istotność tragedii jak również sposób w jaki pobudziła ona ogromną energię społeczną nie pozwolą na pominięcie jej w kampanii.

Śmierć pary prezydenckiej i niezwykle symboliczny pochówek na Wawelu to narodziny mitu. Przeciętny Kowalski, który nie był entuzjastycznie nastawiony do prezydentury Lecha Kaczyńskiego, dziś ma - o tragicznie zmarłym - lepsze zdania. Kluczowym w kampanii może okazać się stosunek do rodzącego się mitu. W tym aspekcie będzie można budować strategię wyborczą w oparciu o kontynuację polityki. Jest to strategia naturalna dla PiS. Jarosław Kaczyński jest nie tylko naturalnym kontynuatorem, ale i jedyną osobą która będzie w stanie podjąć tak postawione wyzwanie. Druga strategia jest negatywną. Może objawić się w próbie ograniczania a nawet pomniejszania znaczenia mitu. Głównym mechanizmem napędzającym będzie postępowanie wyjaśniające przyczyny tragedii. Jest to przejaw kampanii negatywnej, lecz innej od tych które znamy. Tym razem nie będzie pustych lodówek, kumpli z salonu, czy uciekających za granicę młodych ludzi. Do momentu gdy pojawią się ostateczne wyniki śledztwa, będzie wykorzystywany fakt niejasności zajścia. W tym kontekście mogą namnożyć się spekulacje. Będzie wielokrotnie rozpatrywany i podtrzymywany medialnie "incydent gruziński". To wszystko będzie miało na celu podważenie mitu, przez wzbudzanie wątpliwości.

Pojawić się może strategia "pomiędzy". Polegać będzie na przywłaszczeniu niektórych ważnych kwestii podnoszonych przez prezydenta Kaczyńskiego. Oznacza to realizowanie czegoś co można by nazwać "wspólnym testamentem" i jednoczesne prowadzenie stonowanej polemiki z hasłami, czy zagadnieniami kontrowersyjnymi. Taki scenariusz jest korzystny dla Bronisława Komorowskiego. Sytuacja kandydatury marszałka jest wyjątkowa. Po pierwsze prowadzi w sondażach i jednocześnie – na mocy konstytucji – pełni obowiązki głowy państwa. Po drugie jakiekolwiek błędy ze strony kandydata czy jego sztabu szybko przekuć się mogą na rosnące poparcie Jarosława Kaczyńskiego. Bronisław Komorowski w okresie kampanii wyborczej unikać powinien nadmiernego wykorzystywania nadanych mu przez konstytucję uprawnień. Mowa tu o zbyt głośnym podpisywaniu ustaw i obsadzaniu kluczowych stanowisk. Daje to argumenty opozycji, która może wprowadzić do dyskursu kampanii motyw zawłaszczenia całej władzy przez PO. O istotności tego zagadnienia przekonaliśmy się już w 2005 roku, kiedy Lech Kaczyński prowadził rywalizację z Donaldem Tuskiem. W tamtym momencie szefem rządu został Kazimierz Marcinkiewicz. Był to zabieg asekuracyjny polegający na odciążeniu wizerunku w którym dwaj bracia bliźniacy sprawują władzę.

Mglista przyszłość PiS

Katastrofa pod Smoleńskiem może mieć ogromny wpływ na scenę polityczną. Jej konsekwencje wpłynąć mogą pośrednio nawet na kształt systemu partyjnego. Główne zmiany toczyć się będą wokół PiS. Po zakończonej kampanii prezydenckiej partię czekać mogą zasadnicze zmiany i prawdopodobne wyłonienie się nowego przywództwa.

Podjęcie przez Jarosława Kaczyńskiego rywalizacji może doprowadzić do niekontrolowanych zmian w obszarze partii. Pod Smoleńskiem zginęła kluczowa część PiS, którą można określić jako ścisłe środowisko prezydenckie, ale nie tylko. Otoczeniu prezesa PiS dziś zabraknie Aleksandry Natali-Świat i Grażyny Gęsickiej. Zabraknie również Przemysława Gosiewskiego, który pomimo zanotowanego - ostatnimi czasy – spadku w hierarchii władz partii, nadal był postacią która posiadała potencjał do budowy własnego skrzydła w partii. Sytuacja wymaga pojawienia się "nowych", którzy będą musieli zająć miejsca po tragicznie zmarłych. To z kolei budzi niepewność co do to tego na ile osoby, które znajdą się w centrum, będą w stanie podporządkować się prezesowi partii. Pytaniem otwartym pozostaje, nie tylko to jakie grupy zdobędą kluczowe role, lecz jaki wynik osiągnie kandydat PiS na prezydenta.

W przypadku porażki przywództwo polityczne Jarosława Kaczyńskiego zostanie mocno podważone. Myśląc o kolejnych możliwościach objęcia władzy będzie zmuszony do otworzenia konfrontacji na polach, gdzie polityka PiS jeszcze nie gościła lub była stanowiła głos marginalny. Potrzebne okażą się być może "nowe twarze", które ze względu na swoją nieutwardzoną pozycję, niechętnie podejmą się rywalizacji i podważania modelu przywództwa w partii. W przypadku zwycięstwa w wyborach, Jarosław Kaczyński będzie musiał podzielić się władzą. Rola prezydenta skutecznie uniemożliwi sprawne przewodzenie partii. Scenariusz taki sprzyjać będzie ścieraniu się wewnętrznych frakcji i tworzeniu się nowych.

Podjęcie przez Jarosława Kaczyńskiego rywalizacji w kampanii prezydenckiej będzie zarówno dla niego jak i samej partii wymagającym sprawdzeniem. Prawo i Sprawiedliwość jest w sytuacji, gdy trudno przewidzieć ostateczny poziom ewolucji tej partii. Problem z którym PiS będzie się musiało zmierzyć jest jego własna tolerancja na zinstytucjonalizowanie. Zarówno w przypadku partii braci Kaczyńskich jak i Platformy Obywatelskiej, od dłuższego czasu mówiono o modelu partii wodzowskiej. "Przerzucenie" lidera do pałacu prezydenckiego może przyczynić się do zinstytucjonalizowania PiS, lub do rozpadu tej formacji. Wszystko zależeć będzie od tego jak silna będzie wewnętrzna rywalizacja, oraz na ile prezes Kaczyński zdecentralizuje partię.

Od soboty 10 kwietnia polska scena polityczna, tak samo jak logika która ją napędzała przechodzą metamorfozę. Jesteśmy w "punkcie zero", gdzie bardzo ciężki do przewidzenia są możliwe scenariusze. Pewnym pozostaje wpływ katastrofy smoleńskiej na społeczeństwo. Nie sposób będzie pominąć istotności tego faktu i próbować przejść nad nim do porządku dziennego. Każdy liczący się w wyścigu do prezydentury kandydat, który ośmieli się podważyć w sposób znaczący doniosłość tragedii z góry skazany będzie na porażkę. Przeciągnięcie w drugą stronę i "zawłaszczenie" tragedii może przynieść równie niekorzystne skutki. Rozpoczętą kampanię wyborczą porównać można do rozbrajania bomby. Przecięcie niewłaściwego kabla spowoduje nieobliczalne konsekwencje.

Kampania wyborcza jest ogromnym wyzwaniem dla Jarosława Kaczyńskiego, który na szali stawia więcej niż prezydenturę. Przyszłość PiS jest dziś nie jasna, co wcale nie musi oznaczać zniknięcia tej formacji ze sceny politycznej. Być może mamy do czynienia z początkiem prawdziwego procesu instytucjonalizacji partii politycznej. Gdyby taki scenariusz się powtórzył może stać się to początkiem nowego trendu w polskiej polityce.

Komentarze



Autor: Pan Misiek
2010-05-04 19:18
Panie Marcinie,
W większości się z Panem zgadzam. :) Warto by było jednak dodać, kilka słów o tym co transformacja PiSu oznacza dla PO.

A co do samej kampanii. Bardzo prawdopodobnym jest przypuszczenie, że będzie ona nie mniej brutalna, niż poprzednie. Różnica będzie jednak taka, że tym razem, główna walka nie rozegra się na boisku, ale na trybunach. Środowiska dziennikarzy i "niezależnych ekspertów", będą w czasie kampanii walczyć o rząd dusz, dla bliskich im polityków. Jedni będą przedstawiać Prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako: ofiarę tragicznego wypadku, męża stanu, wizjonera, zaznaczając zarazem ciągłość między bliźniakami. Drudzy zaś będą dezawuować ten mit, jednocześnie wypominając zmarłemu Prezydentowi jego grzechy i również pokazując ciągłość (tym razem złych cech) między bliźniakami.

W tej kampanii, ewentualny sukces będą sukcesem środowiska i zaplecza politycznego a nie samych polityków. W tak krótkiej kampanii, nie będzie miejsca na merytorykę. "W okresie zadumy" politykom "nie będzie wypadać" wyciągać haków. Będą więc musieli zrobić to za nich inni. Jeśli w czasie kampanii nie dojdzie do jakiś spektakularnych wydarzeń, to zadecydują wizerunki. Wygra swojski Bronek, jarmarczny wierszokleta, schowany za cepeliowym wąsem lub też wizjoner i mąż stanu Jarosław Kaczyński.

Osobiście uważam, że nieznacznie większe szanse ma marszałek Komorowski. Jego nijakość będzie świetnie kontrastować in plus z zapalczywością i małostkowością Jarosława Kaczyńskiego.






Dodaj swój komentarz:

Imię :
E-mail :
WWW :
Komentarz :

STRONA GŁÓWNA     KOMENTARZE     ARTYKUŁY     WYWIADY     GDZIE STUDIOWAĆ?     KSIĄŻKI     W PRASIE     REDAKCJA     DOŁĄCZ DO NAS
2007-2010 © Politeja.pl