Jest coś w tym, że człowiek chce być blisko ojczystej ziemi.
Owidiusz
STRONA GŁÓWNA     KOMENTARZE     ARTYKUŁY     WYWIADY     GDZIE STUDIOWAĆ?     KSIĄŻKI     W PRASIE     REDAKCJA     DOŁĄCZ DO NAS
Niedziela, 5 września 2010 r.
Kliknij, aby powiększyć
 

Wybory na świecie

Data Kraj Organ / typ wyborów

Gdzie studiować?

Słownik pojęć politologicznych

Symulacja polskich wyborów parlamentarnych na podstawie wyników głosowania wyborów do parlamentu UE w czerwcu 2009 r.

Przemysław Śleszyński | 2009-09-22 09:18 | wersja do druku

Przewidywanie wyników wyborów w Polsce napotyka na swojej drodze rozmaite przeszkody, wśród których jedni wymieniają nieprawdomówność ankietowanych, a inni nierzetelność lub wręcz manipulację firm badawczych. Faktem jest, że dotychczasowe sondaże przedwyborcze zazwyczaj myliły się znacznie pod względem przewidywalności. Co najbardziej frapujące, największe błędy przytrafiały się dużym firmom badawczym, a wynik najbardziej zgodny z rzeczywistym podawały mniejsze pracownie, takie jak Polska Grupa Badawcza, czy ostatnio Homo Homini.

Metody ankietowe nie są jedynymi, na podstawie których można próbować przewidzieć lub symulować wynik wyborów. Okazuje się, że wiele informacji można pozyskać na podstawie obserwacji zachowań wyborczych w różnych środowiskach społeczno-przestrzennych. Podstawowe jest w tym przypadku założenie, że poziom poparcia i uczestnictwa w wyborach są ze sobą skorelowane. W ten sposób w 2005 r. udało się przewidzieć wynik wyborów prezydenckich II tury na podstawie danych z głosowania w I turze [1], i to nie tylko dla całego kraju, ale dla wszystkich 2478 gmin w Polsce. W badaniach tych aż w ponad 30% samorządów wynik mieścił się z granicach błędu statystycznego +/–3% (w Warszawie wynik przewidziano nawet z dokładnością 0,1%). Innym przykładem są studia dr Mariusza Kowalskiego z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Wychodząc z założenia, że poparcie dla partii przekłada się na stosunek do innych wyborów, badacz ten przed referendum w 2003 r. trafnie przewidział przestrzenny rozkład poparcia dla traktatu akcesyjnego z Unią Europejską [2]. Jeszcze innym sposobem zastosowania analizy matematyczno-statystycznej są symulacje wyników wyborów w okręgach jednomandatowych [3].

Badania przepływów elektoratów w skali ogólnej, jak i w podziale na dowolny zbiór jednostek, z metodologicznego punktu widzenia są jednak obciążone wieloma zastrzeżeniami. Na pierwszym miejscu trzeba wymienić brak zdecydowania i identycznych zachowań wyborców, następnie zmienność przepływów w zależności od środowiska, np. miejskiego i wiejskiego, dosyć dużą grupę niezdecydowanych, różny charakter wyborów samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich oraz różne zachowanie podmiotów politycznych, mogących wskazywać, kogo powinni poprzeć ich wyborcy, zwłaszcza w przypadku niewyłonienia zwycięzcy w pierwszej turze. Wymienione przyczyny określające powody ewentualnych rozbieżności w symulowaniu lub prognozowaniu wyników wyborów a rzeczywistym ich rezultatem skłaniają do daleko idącej ostrożności w wyciąganiu wniosków. Niemniej wnioski płynące z takich studiów mogą być pomocne w wyjaśnianiu złożoności polskiej przestrzeni wyborczej.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe zastrzeżenia, podjęto próbę odpowiedzi na pytanie, jaki byłby rozkład głosów, gdyby w czerwcu br. odbywały się wybory do parlamentu nie europejskiego, ale polskiego. Proste przełożenie liczby głosów nie jest tutaj uzasadnione. Jest bowiem mało prawdopodobne, aby wynik był taki sam i to nie tylko z powodu innej dynamiki kampanii wyborczej oraz jej "temperatury", ale przede wszystkim za przyczyną odmiennej struktury elektoratu, który udał się do urn. To, co zwróciło uwagę wszystkich komentatorów, to niezwykle niska, wręcz dramatyczna frekwencja, nieco ponad dwa razy niższa, niż w ostatnich, przedterminowych wyborach parlamentarnych z 2007 r. W przypadku wyborów do polskiego parlamentu byłaby ona z pewnością wyższa i do lokali wyborczych udałyby się osoby reprezentujące nieco inne kategorie społeczne. I właśnie w ustaleniu tego elektoratu tkwi sedno powodzenia niniejszej analizy.

Z pomocą przychodzą cytowane badania, w których zauważono, że poparcie wyborcze jest na ogół skorelowane z określoną frekwencją. W skali kraju wynik poszczególnych ugrupowań jest bowiem dosyć silnie uzależniony od mobilizacji danego elektoratu. Przy tym ze względu na duże zróżnicowanie regionalne poparcia, stymulowanie frekwencji może mieć również charakter geograficzny. Co najważniejsze z punktu widzenia poniższej analizy, to spostrzeżenie działa także w odwrotny sposób. Zakładając znany z wcześniejszych wyborów rozkład frekwencji, możemy obliczać różnicę utraty lub nadwyżki głosów, jaka miała miejsce na danym obszarze. Oczywiście spadek lub wzrost określonej liczby osób, które udały się do lokali wyborczych nie oznacza automatycznie przełożenia na odpowiednią liczbę głosów oddanych na jedną partię. Te dodatkowe głosy rozkładają się proporcjonalnie w zależności od siły korelacji wyników głosowania na poszczególne ugrupowania z frekwencją wyborczą na danym obszarze. Podsumowując, przedstawiona droga postępowania daje odpowiedź na pytanie, co by było, gdyby frekwencja zmieniła się w jakimś regionie wyborczym i wskutek tego, które partie by straciły, a które zyskały. Rzecz jasna, analiza taka ma wymiar czysto hipotetyczny i niesprawdzalny.

Biorąc pod uwagę powyższe założenia, dokonano obliczeń wzrostu bezwzględnej liczby głosów, która mogłaby hipotetycznie nastąpić, gdyby poziom frekwencji w poszczególnych gminach osiągnął stan z wyborów parlamentarnych 2005, wyborów prezydenckich 2005 (I i II tura) oraz wyborów parlamentarnych 2007. Wykorzystano podział na regiony historyczno-kulturowe oraz kategorie gmin sklasyfikowane pod względem stopnia urbanizacji, gdyż, jak to wielokrotnie wykazywano, to właśnie te dwa wymiary w największy sposób porządkują polską geografię wyborczą. Odrębnie wydzielono trzy regiony wyróżniające się pod względem etniczno-narodowościowym, które zaburzają względną heterogeniczność wymienionych regionów historyczno-kulturowych (region białorusko-prawosławny, kaszubski oraz opolsko-śląski). Łącznie badano zatem 15 regionów.

W wydzielonych regionach najpierw dokonano analiz korelacji pomiędzy poparciem dla poszczególnych ugrupowań, a frekwencją oraz jej zmianami w stosunku do wcześniejszych wyborów. Analiza ta pozwoliła na identyfikację tych kategorii społeczno-funkcjonalnych regionów, w których można byłoby spodziewać się słabszego lub mocniejszego zwiększenia liczby głosów oddanych na poszczególne partie polityczne. Następnie do liczby głosów uzyskanych w czerwcu 2009 r. dodano poparcie wynikające ze zwiększenia frekwencji. Obliczono to w ten sposób, że różnicę liczby głosów pomiędzy frekwencją w 2009 r., a wcześniejszymi wyborami, rozdzielono proporcjonalnie w stosunku do uzyskanych wyników cząstkowych korelacji (dla każdej gminy oddzielnie). Innymi słowy, wykorzystano fakt, że wyższa i bardziej istotna korelacja oznacza bardziej prawdopodobną mobilizację danego elektoratu.

Warto zauważyć, że dodatkowe liczby głosów były wprost proporcjonalne do nadwyżki frekwencji (niemal we wszystkich gminach frekwencja w wyborach w 2009 r. była niższa, niż w jakichkolwiek wcześniejszych w latach 2005 i 2007). Jeśli różnica frekwencji była niewielka, to również liczba rozdzielonych dodatkowych głosów nie zmieniała zasadniczo wyników obserwowanych na podstawie głosowania w 2009 r. Prezentowana metoda uwzględniała zatem fakt wyższej mobilizacji w części gmin, a tym samym ograniczała dowolność lub przypadkowość przepływów elektoratów.

Okazuje się, że wyniki obliczeń dosyć znacznie różnią się od obserwowanych, a zmiana jest tym większa, im porównywane są wcześniejsze wybory. Zwraca uwagę – we wszystkich analizowanych wariantach, osłabienie dwóch głównych ugrupowań, przy czym zmiana w przypadku PO jest bardziej istotna. Odbywa się to z korzyścią dla pozostałych partii politycznych, zwłaszcza sklasyfikowanych jako "inne".

Gdyby frekwencja i mobilizacja elektoratu była taka sama, jak w wyborach parlamentarnych niecałe dwa lata wcześniej (2007), to z dużym prawdopodobieństwem (statystycznym) PO otrzymałaby 35,6% głosów, a PiS – 24,7%. Dla obydwu ugrupowań oznacza to spadek, odpowiednio o 8,8 oraz 2,7 punkta procentowego (p.p.), ale przez to różnica w poparciu wydatnie zmniejsza się, co przekłada się na jeszcze bardziej zniwelowaną liczbę mandatów sejmowych. Zyskują natomiast partie lewicowe (+3,2 p.p.), PSL (+3,8 p.p.), ale przede wszystkim inne ugrupowania (+4,4 p.p.).

W wariancie odnoszącym się do wyborów prezydenckich w 2005 r., zarówno w przypadku analizy przeprowadzonej dla pierwszej, jak i drugiej tury głosowania, spadek poparcia dla PO jest nieznacznie mniejszy (8,5-8,6 p.p.). PiS straciłby około 2,5 p.p., natomiast zyskałaby lewica, PSL i inne ugrupowania. W ostatnim porównywanym wariancie dla wyborów parlamentarnych z 2005 r., różnice są jeszcze mniejsze, ale nadal negatywnie dla PO i PiS oraz pozytywnie dla pozostałych komitetów.

Bardziej wnikliwa analiza dla regionów historyczno-kulturowych ujawnia jeszcze większe zróżnicowania. Generalnie polegają one na zmniejszaniu polaryzacji wyborczej pomiędzy zachodnią i wschodnią częścią kraju. Również różnice pomiędzy dużymi aglomeracjami a peryferyjnymi obszarami wiejskimi nie są już tak drastyczne, choć nadal wyraźne.

Interpretacja wyników analiz wskazuje na różną mobilizację elektoratów uczestniczących w poszczególnych wyborach. Analiza korelacyjna i badania przepływów głosów pokazują, że w głosowaniu do Parlamentu Europejskiego w największym stopniu do urn udał się elektorat liberalny, a następnie prawicowy, ale tylko na tradycyjnych obszarach występowania. Największe "rezerwy" dotyczyły elektoratu lewicowego i ludowego, skąd wynikły ich stosunkowo duże wzrosty w poszczególnych symulacjach. Warto dodać, że w całym kraju korelacja frekwencji z poparciem udzielonym PO wyniosła +0,31, a z PiS zaledwie +0,16.

Należy zauważyć, że obniżona frekwencja skutkowała mobilizacją bardziej "twardych" elektoratów. Stąd jej podwyższenie powinno skutkować większym uczestnictwem mniej zdecydowanych wyborców, którzy są skłonni poprzeć również inne ugrupowania. Ten logiczny wniosek potwierdza wyniki obliczeń.
Przedstawione analizy dowodzą, że polska scena polityczna jest zróżnicowana i dynamiczna. Dlatego można spodziewać się, że gdyby zamiast do europarlamentu miały miejsce wybory do polskiego Sejmu i Senatu, obraz poparcia byłby odmienny. Platforma Obywatelska straciłaby zapewne kilka procent głosów, ale wcale nie na korzyść PiS (który również uzyskałby mniej głosów, choć znacznie w mniejszym stopniu), tylko raczej względem innych ugrupowań. Stąd wydaje się, że formułowana teza o postępującej dwubiegunowości polskiej sceny politycznej jest przedwczesna, a nie wiadomo, czy w ogóle zasadna. Można to traktować jako prognostyk przed zbliżającymi się za dwa lata wyborami parlamentarnymi, choć przyszłoroczne wybory prezydenckie będą sprzyjać formule polaryzacji.

Na zakończenie trzeba jeszcze raz podkreślić, że nie ma możliwości empirycznej weryfikacji otrzymanych wyników, gdyż nie wiadomo, jak w rzeczywistości zachowałby się elektorat, zwłaszcza w odmiennych jakościowo wyborach. Inne badania wskazują, że frekwencja w poszczególnych wyborach odbiega coraz bardziej względem siebie. Z tego powodu powyższe opracowanie nie jest precyzyjną odpowiedzią lub alternatywą dla sondaży wyborczych, choć opiera się na ścisłych metodach statystycznych.

Tabela 1. Symulacja poparcia w hipotetycznych wyborach do polskiego Sejmu w czerwcu 2009 r. na podstawie wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz wariantowej frekwencji i mobilizacji elektoratów, analogicznej do wcześniejszych wyborów.


a – wynik w %; b – różnica w punktach procentowych w stosunku do rzeczywistych wyborów w czerwcu 2009 r.

* ze względu na możliwości porównań zagregowano poparcie dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy oraz Przymierza dla Polski i CentroLewicy (te z kolei składające się z Socjaldemokracji RP, Partii Demokratycznej oraz Zielonych 2004.

Przedstawione wyniki wyborów do PE w 2009 r. nieco odbiegają od rzeczywistych, ze względu na pominięcie obwodów głosowania za granicą.


Przypisy


[1] P. Śleszyński, Druga tura wyborów prezydenckich 2005: czy można było przewidzieć? Przegląd Geograficzny, 2002, t. 79, z. 1, s. 115–132. Tamże przegląd literatury na temat prognostyki wyborczej w krajach zachodnich.
[2] Mariusz Kowalski, Geografia hipotetycznego poparcia dla Unii Europejskiej w Polsce, [w:] J. Kitowski (red.), Czynniki i bariery regionalnej współpracy transgranicznej – bilans dokonań, Uniwersytet Rzeszowski, Oddział Rzeszowski PTG, Wydawnictwo Oświatowe FOSZE, Rzeszów 2002, s. 235–243.
[3] Przemysław Śleszyński, Symulacja wyników wyborów w ordynacji większościowej jednomandatowych okręgów wyborczych, [w:] M. Kowalski (red.), Przestrzeń wyborcza Polski, Oddział Akademicki PTG, Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, Warszawa 2003, s. 163–178.

Komentarze



Autor: Marek
2009-11-01 22:37
Bardzo ciekawa analiza, dopiero teraz przeczytałem.



Autor: Michał
2010-03-01 10:51
Świetna praca, dziękuję Panie Doktorze :)



Autor: Wikipedia YouTube
2010-07-19 22:24
The Zgf was awesome?

http://en.wikipedia.org/wiki/Youtube - Wikipedia YouTube

Wikipedia YouTube





Dodaj swój komentarz:

Imię :
E-mail :
WWW :
Komentarz :

STRONA GŁÓWNA     KOMENTARZE     ARTYKUŁY     WYWIADY     GDZIE STUDIOWAĆ?     KSIĄŻKI     W PRASIE     REDAKCJA     DOŁĄCZ DO NAS
2007-2010 © Politeja.pl