Współczesna demokracja elitystyczna czy pluralistyczna?
Łukasz Scheffs | 2009-06-20 10:30 |
wersja do druku
W teorii współczesnej demokracji obok pojęcia ludu jako najwyższego suwerena, z którym bezpośrednio związana jest idea ludowładztwa, funkcjonuje kategoria elity w najprostszy sposób definiowanej jako ograniczona, obdarzona specyficznymi cechami i realizująca określone role społeczne grupa ludzi. Tymczasem antyczna demos kratos zakłada, iż wszyscy obywatele państwa są równi wobec prawa i mają równy i nieskrępowany dostęp do godności państwowych. Przede wszystkim zaś partycypują w sprawowaniu władzy zabierając głos w każdej, ważnej w ich przekonaniu sprawie, prezentując swoje stanowisko oraz wyrażając własne poglądy.
Słowo demokracja pochodzi z języka greckiego i dosłownie oznacza "władza ludu". W literaturze przedmiotu można znaleźć stwierdzenia, że rząd demokratyczny wywodzący się z państwa-miasta starożytnej Grecji i demokratyczne ideały sięgają tego samego okresu. W rzeczywistości nie jest to jednak najszczęśliwsza konstatacja. W prawdzie z Grecji wywodzi się pojęcie demokracji, ale Grecy nie dostarczyli nam modelu nowoczesnej demokracji [
1]. Dlatego też demokracja, w etymologicznym sensie "władza ludu", nie oznacza, iż wszyscy obywatele mają prawo uczestniczyć w podejmowaniu decyzji politycznych. Prawo to zostało zarezerwowane dla tych, którzy należą do tego samego narodu lub zostali doń włączeni przez naturalizację, a przede wszystkim realizują je przez swoich przedstawicieli [
2]. Takie podejście prowadzi do wyodrębnienia demokracji bezpośredniej, w której poszczególni obywatele zbiorowo podejmują decyzję, jaką politykę przyjąć oraz jakie zasady prawne ustanowić oraz demokracji pośredniej gdzie najważniejsze decyzje polityczne są zarezerwowane dla reprezentacji obywateli.
Klasyczna koncepcja elit zrodziła się z krytyki teorii i praktyki demokracji, a podstawowa teza teorii elity brzmi: obecność elity rządzącej na obecnym etapie rozwoju społecznego i politycznego jest niezbędna w każdym społeczeństwie, wobec tego ludzie nie są równi w dostępie do władzy, podczas gdy aksjomatem teorii demokratycznych jest twierdzenie o równości jednostek, które w praktyce przedkładać się ma na rządy większości [
3]. Powstaje więc pewien dysonans pomiędzy teorią a praktyką demokracji i pytanie, jak go rozstrzygnąć [
4]?
Próbą rozwiązania dylematu istnienia elity władzy we współczesnej demokracji i powrotu do idei rządów ludu stała się formuła demokracji pluralistycznej, w której konieczność i trwałość elity politycznej jest wyjaśniana naturalnym stanem dyfuzji władzy między konkurujące ze sobą grupy, przy czym podstawą stosunków i rywalizacji owych ugrupowań są ogólne reguły gry ustalone przez państwo, mające zagwarantować właściwe uwzględnienie różnych interesów. Podmiotami procesu decyzyjnego, w tak rozumianej demokracji są przywódcy grup społecznych, zaś proces polityczny przybiera formę współzawodnictwa grup o wpływy społeczne w realizacji ich partykularnych interesów. Przetargi, kompromisy, negocjacje, koalicje w celu uzyskania poparcia większości społeczeństwa to zjawiska powszechne, które składają się na proces demokratyczny [
5]. Pluralistyczna wizja modelu sprawowania władzy zakłada, iż władza w systemie społeczno-politycznym jest rozproszona i dostępna dla każdego, kto jest w stanie artykułować swoje interesy, poparty określoną bazą społeczną. Kierunek i dynamika rozwoju procesów politycznych nie są wyrazem interesów grupy rządzącej, lecz pochodną żądań i roszczeń poszczególnych grup nacisku, zintegrowanych wokół interesu grupowego [
6]. Tak określone grupy interesu posiadają nieskrępowaną swobodę w formułowaniu opinii i pośredni dostęp do współuczestnictwa w procesie podejmowania decyzji władczych [
7].
Na przeciwległym biegunie usytuowali się zwolennicy elitystycznej koncepcji współczesnej demokracji. Praktycznym rozwinięciem tej teorii stały się poglądy Millsa, który badając system władzy w USA i nawiązując do teorii Pareto, Moski i Michelsa, wysunął tezę, iż system władzy w Stanach Zjednoczonych na wszystkich szczeblach (federalnym, stanowym i lokalnym) kontrolowany jest przez kręgi osób tworzących elitę władzy. Wchodzące w jej skład elity korporacyjne, wojskowe oraz zawodowi politycy tworzą zwartą, hierarchiczną całość. Tej zwartej grupie monopolizującej władzę przeciwstawione są bierne, apatyczne i bezwładne masy społeczne [
8]. Co istotne - zdaniem Millsa - o tym podziale w dalszym ciągu decydują takie kryteria jak: pochodzenie, status społeczny, czy majątek. Stanowisko to wyrasta z przekonania, iż w wielu krajach, rządzonych w sposób mniej lub bardziej demokratyczny, występują podobne zjawiska: znużenie obywateli polityką, nikła partycypacja w życiu politycznym, korupcja, słaby rozwój społeczeństwa obywatelskiego, niska ocena elity politycznej, a przede wszystkim praktyka elit, dążących do zawłaszczenia państwa, struktur władzy i ograniczenia wpływu obywateli na szeroko pojętą politykę państwa [
9]. O ile więc dla demokracji pluralistycznej, istotną rolę w relacjach między obywatelem a państwem odgrywają organizacje pożytku publicznego tworząc swoisty system mieszany [
10], w którym każda jednostka może uczestniczyć w życiu publicznym nie w jednej, ale na ogół w wielu różnych rolach obywatelskich [
11], o tyle demokracja elitystyczna oznacza formalną władzę ludu, a faktyczny prym wąskich grup ludzi wzajemnie partycypujących we władzy i (pozornie lub prawdziwie) rywalizujących o nią.
W procesie przejścia od systemów niedemokratycznych (totalitaryzmów, reżimów autorytarnych, dyktatur realnego socjalizmu) do demokracji, centralną, wręcz strategiczną, rolę odgrywały i nadal odgrywają elity polityczne, gdyż to one, na bazie przywiązania do wartości demokratycznych, dzięki znajomości procedur, ogólnym kompetencjom i umiejętnościom negocjacyjnym, są predestynowane do pierwszoplanowej roli w dziele transformacji ustrojowej [
12]. Nie dziwi więc fakt, że w okresie jesieni ludów 1989 roku także w polskiej rzeczywistości pojawili się ludzie, którzy podjęli się zadania przewodzenia bezkrwawej rewolucji - procesowi uczynienia z Polski "prawdziwej demokracji". Osoby te bardzo szybko uzyskały status elity politycznej kraju na stałe wpisując się w obraz polskiej sceny politycznej. Kolejne lata polskiej drogi do demokracji dowiodły jednak, że idee politycznej, społecznej i moralnej wolności, a co za tym idzie wolnego rynku i nowej rzeczywistości ekonomicznej niosą z sobą wiele wyrzeczeń, kosztów, a także przemian w mentalności obywateli [
13]. Proces ten objął również elity, w tym elitę władzy.
Elity zaczęto traktować jako samoistne grupy interesu, zaś ocena samych polityków i efektów ich działania przeszła swoistą ewolucję: od postrzegania ich aktywności w kategoriach wartości do postrzegania w kategoriach interesów [
14]. W tym czasie pojawiły się również głosy o zawłaszczeniu państwa przez elity i braku poszanowania głosu zwykłych obywateli. Taka radykalizacja poglądów dała asumpt do wystąpień społecznych, czego doskonałym przykładem były protesty rolników, pielęgniarek, czy służb mundurowych. Krytyka państwa i różnych grup interesów wzmogła się szczególnie w latach 2001-2005, kiedy światło dzienne ujrzało wiele afer korupcyjnych do jakich doszło na stuku gospodarki i polityki: tzw. afera Rywina, przeciek starachowicki, zawłaszczenie telewizji publicznej [
15], sprawa posła Pęczaka. To z kolei zaowocowało pojawieniem się haseł odnowy moralnej kraju, budowy lepszej, Czwartej Rzeczypospolitej i walki z układem. Problem w tym, że ta "heroiczna bitwa", także doprowadziła do uzależnienia spółek skarbu państwa, telewizji publicznej, prokuratury od nowej, "lepszej" władzy. Nadal więc obecna i wielce nośna była idea "tkm", która w polskiej polityce robi zawrotną karierę od 1989 roku.
Wobec tego w dyskursie publicznym, a także rozważaniach teoretycznych dotyczących elit wzmogła się debata na temat znaczenia elity politycznej w pluralistycznym i elitystycznym ujęciu. Pytanie dotyczyło tego, czy dziś faktyczna władza należy do obywateli realizujących ją przez swoich przedstawicieli, specjalnie powołane do tego agendy i grupy wpływu, czy wąskiego kręgu osób za świata biznesu i polityki, na co wskazywały ujawnione fakty?
Jeśli oceniać postępowanie polskich elit politycznych w dekadzie transformacji, to nasuwa się nieodparcie wniosek, że nic im tak nie zaszkodziło w odbiorze społecznym, jak ich niedojrzałość i brak kompetencji oraz wzajemna destrukcja, która, notabene, jest w dużej części konsekwencją tych pierwszych. W miejsce wartości wyższych: wolności, niepodległości, samorządności, patriotyzmu, honoru i godności, które legły u początków okresu przemian w Polsce, społeczeństwo dostrzega dziś jedynie bezpardonową walkę o władzę, wpływy i pieniądze, zaś odwołanie się do tych szczytnych wartości odbierane jest jako naiwność lub manipulacja. Umarł etos bezinteresownego działacza politycznego, walczącego o niepodległość i wyższe ideały, narodził się zawód polityka, żądającego swoistej zapłaty za swą pracę. Nowo powstała elita polityczna okazała się zbyt słaba i nieprzygotowana do pełnienia roli lidera w nowej demokracji, a także bardzo podatna na wpływy grup biznesu, nie zawsze dążących do szeroko rozumianego "dobra powszechnego" (jeżeli takowe istnieje). Przypadkowi ludzie, działacze społeczni, intelektualiści okazali się zbyt słabi by stworzyć elitę silnej demokracji, do miana której Polska od samego początku aspirowała.
Dodatkowo jednostki i grupy postrzegane są często jako obiekty stawiające opór reformatorom, myślą "po staremu" i tak też się zachowują, usiłują trzymać się kurczowo starych przywilejów, nie dość cierpliwie znoszą uciążliwości okresu przemian, są zbyt podatne na demagogię i populizm. Ciągłe żądania podwyżek w górnictwie, służbie zdrowia, kolejnictwie traktowane są przez elity władzy jako kłody rzucane pod nogi reformatorom polskiej rzeczywistości, a te sektory gospodarki i ich pracowników określa się mianem "hamulcowych" przemian. Problemy te są szczególnie istotne, jeśli oczekuje się, że duże grupy nie tylko dostosują swoje myślenie i zachowanie do zmieniającej się rzeczywistości, ale także, że będą aktywnymi uczestnikami przemian. A przecież w rzeczywistości stanowią one "materiał", bez którego nie uda się dokonać reformy państwa.
Winston Churchill powiedział, iż demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu [
16]. We wszystkich demokracjach zauważa się narastającą oligarchizację, jeśli rozumieć ją jako przejmowanie wiodących ról przez zawodowy aparat polityczny (biurokrację administracyjno-partyjną), z uszczerbkiem dla ciał demokratycznych i przedstawicielskich. Jest to jednak proces nieuchronny, bo polityka jest wyspecjalizowanym działaniem wymagającym talentu, kwalifikacji, doświadczenia, czyli jest zawodem. Nie ma sensu temu procesowi się przeciwstawiać i mamić utopiami, że przyjdą z zewnątrz uczciwi amatorzy, którzy nadadzą polityce nieskazitelne moralnie oblicze.
Zjawisko oligarchizacji nie jest groźne dopóty, dopóki profesjonalizacja ról politycznych bliska jest Weberowskiemu modelowi polityka z powołania, który z pasją i kompetencją zabiega o realizację jakiejś społecznie nośnej sprawy i dopóki realizowana jest zasada pełnej odpowiedzialności takich sprofesjonalizowanych i wyspecjalizowanych ciał politycznych przed obywatelami. Problem, z którym szczególnie boryka się Polska, pojawia się wówczas, gdy reprezentanci obywateli, czyli demokratyczna reprezentacja społeczeństwa, i sami obywatele nie są w stanie - lub nie chcą - egzekwować swoich demokratycznych uprawnień wynikających z roli suwerena, to znaczy uprawnień, które w teorii demokracji nazywa się "rozliczeniem reprezentantów" [
17].
Idea społeczeństwa obywatelskiego [
18] wskazuje, iż demokracja musi dysponować wszelkiego rodzaju stowarzyszeniami społecznymi, które są zorganizowane niezależnie od państwa. Bowiem tylko tą drogą władza państwa może być limitowana, a społeczeństwo osiągnąć może wiarę w siebie, dającą zdolność przeciwstawienia się rządom autorytarnym, rządom wąskich grup i koterii. Potrzeba także aktywności społecznej i politycznej obywateli. Nie wystarczy bowiem manifestować swojego niezadowolenia z władzy. Niska frekwencja wyborcza wskazuje, iż Polacy nie są zainteresowani polityką, a przynajmniej nie mają potrzeby zmiany politycznej elity, która w ich opinii tyle razy już się skompromitowała [
19]. Bardzo niska jest także wiara w moc organizacji pozarządowych i grup nacisku na władzę, skoro większość dorosłych Polaków woli nie angażować się w ich działania [
20].
W dużym społeczeństwie, w Polsce, ludzie mogliby wywierać tylko nieznaczny wpływ jako jednostki, ale mogą go wywierać w stowarzyszeniu z innymi. Partie polityczne łączą ze sobą tych, którzy podzielają podobne poglądy i interesy, by organizować kampanie na rzecz urzędów i wpływów politycznych. Media służą do "śledzenia" rządu, informowania opinii publicznej oraz działania w charakterze kanału poprzez który opinia publiczna może wywierać powszechną presję na rząd. Stowarzyszenia i instytucje społeczeństwa obywatelskiego są niezależne, to jest samoorganizujące się i samofinansujące, a to oznacza, że mogą one mieć kompetencje modyfikowania czy nawet udaremniania poszczególnych aspektów polityki rządowej. Co więc może być odpowiedzią na elitystyczną strukturę władzy jaka ukonstytuowała się w Polsce na przestrzeni dziewiętnastu lat demokracji, a na co wskazują przytaczane przykłady?
Konsolidacja demokratyczna. Można podjąć środki dla skonsolidowania instytucji demokratycznych, tak by wytrzymały nacisk którym w sposób nieunikniony będą one podlegać. Wiele, na przykład zależy od jakości i wyszkolenia profesjonalistów, którzy zajmują w państwie kluczowe pozycje: prawników sądowych i konstytucyjnych, służby parlamentarnej, urzędników wyborczych oraz - szerzej rzecz ujmując - administracji. Należy zbudować partie polityczne i umożliwić im szkolenie ich własnych kadr. Główne instytucje społeczeństwa obywatelskiego - media, biznes, związki zawodowe, organizacje pozarządowe w ogóle (NGOs) - muszą rozwinąć zdolność działania niezależnego od państwa i jego opieki. Wiele także zależy od zdolności i szlachetności czołowych liderów politycznych oraz od ich przywiązania do demokratycznej i konstytucyjnej polityki [
21]. Tylko tak uda się odzyskać władzę ludu dla ludu realizowaną przez ludzi.
To teoria, a praktyka pokazuje, iż masy społeczne, cechujące się amorficzną organizacją, brakiem koordynacji działań, chaotyczną i impulsywną gwałtownością, nie są zdolne do kreowania i wdrażania nowego ładu społecznego. A to z kolei przyczynia się do ciągłego wzrostu znaczenia elity władzy. Społeczeństwo także łatwo poddaje się kontroli zorganizowanej warstwy przywódczej, potrafiącej w sposób planowy i zorganizowany podjąć działania konstruktywne, kreujące nowe środowisko systemu społecznego. Tak więc znaczenie elit wzrasta i wszystko wskazuje na to, że trend ten nie ulegnie zmianie. Skazani jesteśmy więc na elity, także elity władzy, a tym samym elitystyczny system rządów we współczesnej demokracji.
W Polsce w ostatnim czasie pojawił się dodatkowo problem nie tyle elitystycznej, oligarchicznej struktury władzy, ile patologii władzy. Elita w której decydującą rolę odgrywali wojskowi i politycy, a o której pisał Mills, w Polsce bardzo często funkcjonuje w nieformalnym, półjawnym powiązaniu z biznesem, za którym z kolei idą duże pieniądze, a to jest już bardzo niebezpieczne. Pojawia się więc pytanie, czy przypadkiem hermetyczna struktura polskiej elity i trudne do sforsowania bariery jej członkostwa nie przyczynił się do utraty legitymacji, a co za tym idzie, czy nie potrzeba nam natychmiastowej odnowy elit? Może dzisiaj problemem nie są kwestie pluralistycznego czy elitystycznego charakteru demokracji, ile pytanie o jej sens w obliczy degenerujących się elit, które uczyniły demokracje swą ideą przewodnią?
Przypisy
[1] M. Marczewska-Rytko, Demokracja bezpośrednia w teorii i praktyce politycznej, Lublin 2001, s. 15.
[2] Ibidem, s. 24.
[3] A. Pawłowska, Władza. Elity. Biurokracja, Lublin 1998, s. 80.
[4] J. Nocoń, Elity polityczne. Studium interpretacji funkcjonalnej, Toruń 2004, s. 160.
[5] A. Pawłowska, Władza..., op. cit., s. 81.
[6] Zob. D. Pietrzyk-Reeves, Idea społeczeństwa obywatelskiego. Współczesna debata i jej dwa źródła, Wrocław 2004, s. 191.
[7] Ibidem, s. 162.
[8] Ibidem, s. 161.
[9] Zob. W. Paterek, Elity a demokracja, w: Demokracja. Teoria. Idee. Instytucje, red. T. Bierwat, A. Siwik, Toruń 2001, s. 63.
[10] J. Staniszkis, Pluralizm i władza, http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article46190/ Pluralizm_i_wladza z dnia 2008-02-29.
[11] E. Wnuk-Lipiński, Socjologia życia publicznego, Warszawa 2005, s. 137.
[12] W. Paterek, Elity ..., op. cit., s. 73.
[13] Zob. M. Żyromski, Erozja legitymizacji elit politycznych jako zagrożenie procesu tworzenia społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, w: Demokracja i społeczeństwo. Studia z myśli politycznej i zmian ustrojowych, red. T. Godlewski, W. Jurkiewicz, Warszawa 2003, s. 167.
[14] Ibidem, s. 77.
[15] To w tym czasie wielu publicystów i dziennikarzy ukuło termin "telewizja Białoruś oddział w Warszawie" dla określenia relacji podporządkowania publicznych mediów ekipie Leszka Millera.
[16] Cyt. za: L. Rajca, Demokracja, Toruń 2007, s. 47.
[17] J. Wasilewski, Trzy tezy o polskich elitach, w: Jakie elity są potrzebne Polsce?, Gdańska 2005, s. 46-47.
[18] Socjologia życia społecznego wyróżnia "społeczeństwo polityczne" i "społeczeństwo obywatelskie". Z tą jednak różnicą, iż aktywni i zorganizowani obywatele, istotny element "społeczeństwa obywatelskiego" nie muszą, w przeciwieństwie do członków "społeczeństwa politycznego", zabiegać o wpływy i próbować oddziaływać na władzę. Tym niemniej wielu autorów cechy "społeczeństwa politycznego" przypisuje również "społeczeństwu obywatelskiemu" lub w ogóle nie dokonuje rozróżnienia tych typów. Także autor tego opracowania przyjął takie rozwiązanie wskazując na "społeczeństwo obywatelskie" (obdarzone cechami "społeczeństwa politycznego") jako niezbędny element konstytuujący demokrację pluralistyczną.
[19] Zob. E. Nalewajko, Grzechy partii politycznych, w: Transformacja. Elity. Społeczeństwo, red. M. Janusz, Warszawa 2007, s. 95.
[20] Zob. P. Kozarzewski, Społeczeństwo i elity o transformacji, w: Transformacja..., op. cit., s. 23.
[21] D. Beetham, K. Boyle, Demokracja. Pytania i odpowiedzi, Toruń 1994, s. 30.
Komentarze
Autor:
Wikipedia YouTube
2010-07-20 09:24
This Rdg can be awe inspiring?
http://en.wikipedia.org/wiki/Youtube - Wikipedia YouTube
Wikipedia YouTube
Dodaj swój komentarz: